SZUKAJ

Loading

Filmoteka

Tadeusz Lach

Fragmenty wywiadu z Tadeuszem Lachem

Historia pomocy

Transkrypcja

Opowiada Tadeusz Lach – Sprawiedliwy wśród Narodów Świata z Przemyśla. W czasie wojny pracował na linii kolejowej przechodzącej przez niemieckie koszary. Nawiązał kontakt z Żydówkami, które czyściły tam ubrania przysyłane z frontu. Kilkunastoletni Tadeusz dostarczał im potrzebne rzeczy a po jakimś czasie zaczął również przemycać żywność, odzież i lekarstwa na teren przemyskiego getta. Bo mój kolega szkolny nazywał się Jukiel i on miał naprzód. Jego bili, jego Żyda bili Polacy. Takie drwinki sobie robili. Jak ich było za mało, to jeszcze kolegę poprosił. I w papę, w łeb, szpica, co chcesz u nich. Słabego człowieka. Bo do silniejszego, kozak do niego. Coś gadał. On mu w papę zaraz proszę panią. Ja mu w papę z jednej strony, z drugiej strony. Poszedł do matki, matka poszła do profesora, że jego biłem. Profesor mnie zawołał, mnie do kancelarii i mówi: „Dlaczego ty biłeś tego i takiego”. Ja mówię: „Proszę pana, dlaczego on tego Żyda bił? Jak on bezbronny, taki płaczący”. A miał te korkociągi, to mu te korkociągu wydzierał z ręki. Przecież to bolesne. A to jego asystencja jest jego, to ma nosić. On tak płakał, ja stanąłem w jego obronie. Natomiast ojciec poprosił mnie do siebie. Jak ta piekarnia na Kraśnickiego tam po schodkach w dole, to taka piwnica była. Więc poprosił mnie ojciec na śniadanie. Tam z matką wypiekli te precli i dał mnie precelki. Takie jajowe. Ja zjadłem, ucieszyłem, brzuch napełniłem sobie, usta poobcierałem i podziękowałem, co dawniej się w ręce całowało. Pocałowałem w rękę no i poszedłem. Dziękuję ci mój obrońco mojego syna. Ja mówię, to jest mój brat. Muszę go bronić. Niemcy wkroczyli, Żydów pozabierali, z tej ulicy z Głębia i getto otworzyli na Kopernika. Ja to kontrolowałem każdy ruch. To był tak miły chłopak i tam Szenkel jeszcze też Żyd był. On tam troszkę bliżej mieszkał. To też ja go tak kontrolowałem każdego innego, co się z nim dzieje. Ja się pytam: „Gdzie Szenkel jest?”. „Nie ma”. „A co się stało”, sąsiadów się pytam. „Niemcy przyjechali, na samochody załadowali i powieźli na getto ich”. No to smutkiem, żalem przyjąłem. Już precelków nie będzie. Ojca zabrali, matkę zabrali. Dwóch synów zabrali. Wywieźli powiedzieli mnie smutno ze łzami w oczach. Opuściłem głowę, że już ich nie mam. To był miły kochany chłopak. Tak się dawał lubić. No i zabrali matkę, wywieźli ich wszystkich. Wytłukli ich tam w Rawie Ruskiej. Wybili ich. I pozostałe Żydówki mnie proszą żebym przyniósł coś do zjedzenie, bo biją z głodu. Co tylko będę miał. Ja mówię, co będzie w mojej mocy to przyniosę, nawet kartofle postne, żeby przynieść. I zacząłem na getto chodzić już. Tak intensywniej. Oni, koledzy moi szli do domu a ja przyjechałem kupowałem na wsi jedzenie i im przynosiłem na getto. Oni szli spać a ja w nocy na getto szedłem i przekradałem się. Fragmenty wywiadu przeprowadzonego dla Muzeum Historii Żydów Polskich w ramach projektu „Polscy Sprawiedliwi – Przywracanie pamięci” przez Magdalenę Chrzczonowicz w czerwcu 2009 r. w Przemyślu.

Video