SZUKAJ

Loading

Filmoteka

Helena Kowalewska z d. Gwozdowicz

Fragmenty wywiadu z Heleną Kowalewską

Historia pomocy

Transkrypcja

Opowiada Sprawiedliwa wśród Narodów Świata – Helena Gwozdowicz-Kowalewska. W 1941 r. rodzina czternastoletniej Lusi Rosen trafiła do getta w Bursztynie koło Halicza. Tam, na jej oczach, Niemcy zamordowali jej małą siostrzyczkę, rodziców i dziadków. Lusia uciekła. Przygarnęli ją przedwojenni sąsiedzi, Gwozdowiczowie. Dzięki nim przeżyła. Zaraz po wojnie wyemigrowała do Francji, a potem, już z mężem, do Izraela. Nadal przyjaźnią się z Heleną. Pan Arnold Rosen prowadził sprawy różne tam, był adwokatem w sądzie i z ojcem miał kontakty. Miał dwoje dzieci, dwie córki: starszą Lusię i młodszą, i małą dwuletnią Rozę. Moja siostra Irena, one były równolatki z tą starszą Lusią i chodziły do jednej szkoły i siedziały w jednej ławce i bawiły się razem. Jak przyszła wojna… Całą rodzinę państwa Rosenów zabrano do, do getta. Nim wyjechaliśmy do Przemyśla mama powiedziała Lusi, że jeżeli by Ci groziło jakieś niebezpieczeństwo, to masz tu adres w Przemyślu i przyjeżdżaj do nas. Potem kilkakrotnie jeździliśmy tam na grób ojca w tym czasie i zawsze staraliśmy się im podać tam trochę żywności, trochę pieniędzy i ciągle ten adres. Potem stało się tak, że w jednym dniu Niemcy zabili jej ojca, matkę, babkę i dziadka, na jej oczach, to ona miała czternaście lat, a tą malutką Rozę, dwuletnią, Niemiec wziął za nóżki, z całą siłą trzasnął o ścianę i zabił. Ona uciekła. Jakim cudem uciekła – jeden Pan Bóg wie. W każdym razie ksiądz polski dał jej metrykę, metrykę dziewczynki, która zmarła w tym czasie, też czternastoletnia. Nazywała się Józefa Bałda. Od tego czasu ona już nie nazywał Lusia Rosen tylko Józia Bałda. Trzy, dwa czy trzy miesiące szła piechotą z Przemy… z Bursztyna do Przemyśla. W ciemną listopadową noc, lało jak z cebra, ona zastukała do nas, do naszego mieszkania w Przemyślu. Była brudna, chora. Czterdzieści stopni gorączki miała, klękła na progu i błagała mamę, żeby mama ją wzięła. Wzięliśmy ją do domu, wykąpali, przebrali, zawołali lekarza. Całym sąsiadom i wszystkim w okolicy powiedzieliśmy, że to jest córka naszej służącej, która była, która uciekła z transportu, którą… z transportu, który wiózł tych wszystkich ludzi do… na Sybir. Nie mieliśmy z tym problemów, sąsiadki to przyjęły, Józia była i dobrze. Fragmenty wywiadu przeprowadzonego dla Muzeum Historii Żydów Polskich w ramach projektu „Polscy Sprawiedliwi – Przywracanie pamięci” przez Jacka Rajkowskiego we wrześniu 2009 r.

Video