Filmoteka
Fragmenty wywiadu z Wandą Nelken-Załuską
Transkrypcja
Po powstaniu ukrywałam się w Krakowie. W Krakowie, gdzie mnie najlepiej znali, więc idiotycznie się ukrywałam, ale był to jedyny, przez przyjaciół dany, dach nad głową osobie, która była na fałszywych papierach, więc to nie każdy… szczególnie w takim mieszczańskim Krakowie… się zgadzał na to. Dlatego ja nazwisko Zakrzewska i Nadolska miałam w oficjalnych papierach, natomiast byłam z pewnością… kończyłam Uniwersytet Jagielloński, byłam z pewnością znana bardziej w małym Krakowie pod nazwiskiem Nelken niż wszystkie Zakrzewskie i Dobrowolskie. To była taka trochę młodzieńcza głupota z mojej strony, żeby akurat się chować w mieście, które znało mnie od kołyski. (...)Starałam się od początku, od początku się starałam, tak jak mogłam, ratować tych ludzi, których mogłam uratować wyrabiając… Bo się pytasz, jak papiery wyrabialiście. Była komórka, bo ja byłam związana z PPS-em, była komórka, która wyrabiała dowody osobiste. Ja musiałam tylko zbierać tych ludzi i dawać im to, przenosić to. Ja byłam bardziej listonoszem i kolporterem niż… nadającą czyjeś obywatelstwo, staraliśmy się wywieźć tych ludzi, kogo można, albo nie można było. (...) Ja zaczęłam wykładać religię, żeby ci, których uratuję i będą przypadkowo pytać, o coś, żeby umieli pacierz zmówić. Ja nie byłam związana ze środowiskiem żydowskim, jako takim, nie byłam… Musiałam ludziom dać jakąś broń do ręki. Wobec tego fałszywe dokumenty i znajomość religii, liturgii. (...) Nie pamiętam dziś, ale to co najbardziej bolało, to wtenczas, kiedy widziało się bezsilność dzieci, bezsilność rodziców i matek, które musiały zostawiać w rękach niedoświadczonej dziewczyny, jaką wówczas byłam, najukochańsze co miały przy sercu. Nie jest to ważne, czy zrobiłaś to tak czy siak, do końca życia będziesz widziała oczy tej matki…






