Filmoteka
Zuzanna Ostaszewska z d. Włoczewska
Fragmenty wywiadu z Zuzanną Ostaszewską
Transkrypcja
Wieczorem, okna zasłonięte, płacz za oknem,. Deszcz ze śniegiem pada. Wychodzę, tam była taka kobieta, co przychodziła na szmugiel z Warszawy, tam przychodziła, by żeśmy ją znali, tak zwana Pani Władzia, nazwiska nie pamiętam. I patrzę – stoi przy niej kobieta, w ciąży, płacze. „Czego ty płaczesz?”. Mówi: „Wie Pani, przyprowadziła mnie tutaj, a ja nie mam się gdzie podziać”. A ta pani mówi: „Przecież ja Ci mówiła, że ja przeprowadzę Ciebie tylko przez granicę, bo ja tu nie mam rodziny”. Bo tak było. Ja mówię: „Nie płaczcie, tylko chodźcie tutaj do domu”. No i jak ona przyszła, wie Pani, myśmy od razu z matką wiedziały, że to Żydówka, bo wie Pani – to po ruchach, po głosie. A ojciec mój był bardzo bojący. Tak się bał, że uciekał z domu, wyjeżdżał, nas zostawiał i mówił tak: „Was Niemcy wybiją, a ja to chcę żyć!”. (...) Ona mieszkała u mnie z pół roku, może nie całkiem, może trzy-cztery miesiące. A jak miała to dziecko urodzić to żeśmy proszę panią tam dalej, u Rykaszewskich... (...) To tam z chlewka zrobił mieszkanie...Urodziła to dziecko, taki Wiktorek, ale...Ten dziecina zmarło. Otwierało się zimo, jedenaście miesięcy miał.






