Filmoteka
Fragmenty wywiadu z Zofią Dziadek
Transkrypcja
Przyszedł ten doktor Bloch, Michał, i płacze. Ja się pytam: »Co się stało, Panie Doktorze?«, a to dyrektor Szpitala, chirurg, taka naprawdę ważna figura. »Co się stało?«.(...) »Naszą wieś już palą«, mówi. »A tam rodzina jest.« Cała rodzina, dwoje dzieci, córka starsza, syn młodszy, i żona i mąż, rodzina. A już palą. Ja mówię: »Ale co ja zrobię ? Męża nie ma, ja nie mogę sama decydować.« Czworo ludzi? (...) To oni zaczekali w lesie do nocy, a w nocy przyszli do nas, nie, no tam, gdzie mieszkałam, to ich miałam tyle miesięcy. Ja nie mogłam patrzeć na jego łzy, taka osoba, szef Szpitala Powiatowego, taki dobry chirurg. No to jest... mi się szkoda, on będzie ludzi ratować. (...) Oni pragnęli chleba, oni chcieli zupę i tak gotowałam i gotowałam w dwóch garnkach, a bo sąsiadki przychodzą, coś pachnie, pachnie, no ja mówię tak, bo gotuję zupę i już druga stoi odstawiona i tylko ktoś pukał do drzwi, że to niby woda i ja mówię, że muszę gary pozmywać albo też przepiórkę robię, to sobie grzeję. (...)A później sąsiedzi nie mogli się nadziwić, jak ja mogłam dać rady ich przechować, że oni nic nie wiedzieli, nic nie zauważyli. No, jakby oni zauważyli, to by mnie nie było.






