Audioteka
Halina Ogrodzieńska - Małżeństwo Landau
Transkrypcja
Ja mieszkałam wtedy z Maryną w takich blokach Instytutu Weigla to były takie bloki […] otoczone murem, troszkę poza miastem, w każdym razie na końcu […] tego muru można było przejść i […] było pole takie. To był marzec, myśmy były nie zawiadomione przedtem, tylko w ostatniej chwili ktoś […] zapukał i powiedział że […] państwo Landauowie właśnie potrzebują schronienia. Na przeciwko mnie, ja tak przecież odeszłam z Instytutu Weigla, więc nie mogłam tam wrócić […] mieszkał starzyk, asystent od Weigla, i w ogóle tam było […] dużo tych pracowników, wynajmowało mieszkania, a ja miałam trzy pokoje, w którym tylko jeden miał, w jednym było jakieś wyrko na którym ja spałam i była kuchnia i myśmy z Maryną coś długo siedziały, czytały gazetki [konspiracyjne], kiedy w nocy zaczął się ktoś dobijać. Okazało się potem, że osoba, która przyprowadziła do nas Landauów no kogoś tam zawiadomiła […] i […] to byli szantażyści jacyś, ale jednak związani z Niemcami, bo ich w końcu wzięli. Zaczęli się dobijać, myśmy z Maryną prędziutko, wiem, że nie otwierały, bośmy musiały spalić gazetki któreśmy wtedy czytały. No i w końcu oni wywalili drzwi i poszli, musieli dokładnie wiedzieć, bo prosto do tego pokoju, w którym była, byli oni i słyszeliśmy, że ich blili, bo […] krzyczeli. I Maryna była dość przytomna żeby powiedzieć: „Halina, bierzemy płaszcze i uciekamy!“, bo oni zostawili drzwi otwarte. Myśmy uciekły na dwór, właśnie do tego końca gdzie można było zejść. Był marzec, był śnieg, było zimno, myśmy siedziały tam do rana, potem o świcie poszłyśmy […] na Kurkową, gdzie mieszkał ojciec Maryny i tak dowiedziałyśmy, no nie mogłyśmy nic zrobić, nie mogłyśmy ich bronić, oni zginęli wtedy.







