Filmoteka
Fragmenty wywiadu z Karolem Chęcińskim
Transkrypcja
Ja podczas wojny też pracowałem u Niemców na kolei. To już tam miałem wszystkie te… jak się to mówi, już wiedziałem, gdzie są te tory, gdzie można uciec do tej ulicy, to do tej ulicy. To tam była fabryka zbrojeniowa. Potrzebowali kilka tysięcy robotników do pracy. Tam wyrabiali te wojskowe rzeczy. Dostali tam pozwolenie, żeby wziąć do pracy tych młodych ludzi. Ale ja byłem za młody. Jak poszedłem na tę zbiórkę, to stawałem na palcach i powiedziałem, że jestem osiemnaście lat, nie szesnaście. No to ten Niemiec powiedział: „No to idź do tej grupy, gdzie się idzie do roboty”. I tak dwa razy mi się to udało. Aż zlikwidowali to getto. Już nie było więcej getta. Kto do pracy to do pracy, kto do gazu, do komór to do komór. To, jak to było, syn jego był jeszcze uczniem. Tam przechodził przez te kraty, co byli ogrodzeni ci pracownicy w barakach tam w fabryce. To przyszedł jako szkolnik, chciał wiedzieć jak tam idzie, co robią, bo ojciec jego pracował tam jako strażak. Strażakiem był bo to była fabryka duża. No to on się tak pyta. To ja mówię: „Chcesz zarobić kilka złotych?”. Mówi: „dlaczego nie”. „No to przynieś mi dwa chleby” - przez te druty. Bo były te druty kolczaste. To on mówi: „Ja nie mam pieniędzy”. To ja pomyślałem, że jak mu dam pieniędzy to może ucieknie, ale później dopiero dałem mu pieniędzy, to przyniósł. Ja go nauczyłem, jak zarobić pieniądze. Jak już mi przyniósł chleb, to jeszcze jednego chleba sprzedałem, to już miałem dla siebie chleb bez pieniędzy, to już miałem chleba tyle. Ale jak to się mówi: jak się ma chleba to już się szykuje coś do chleba. To oddałem jeden chleb to miałem jeden chleb dla siebie. Jak się ma chleb, to ludzie chcieli papierosy, chcieli tabakę, chcieli te wszystkie rzeczy. Dali mi pieniądze za to, dali mi zarobić. To ja powiedziałem temu Jerzykowi: „Jerzyk..”. Można było kupić tylko na czarnym rynku papierosy, różne rzeczy dobre. Było wszystko, tylko pieniędzy nie było. To on zaczął mi przynosić różne rzeczy. Tak ja poznałem tego ucznia polskiego. Ojciec jego pracował w tej fabryce, ale on był wolny. No oni mnie uratowali, w piwnicy. To on powiedział: „Żebyś zawsze był wolny”. Jak ja ci powiem: „Przyjdź do nas, jak ja zobaczę, że zaczynają wywozić ludzi do Niemiec, Niemcy uciekają, ty przyjdziesz do nas”. I tak było 14 stycznia 1945 roku – bałagan duży. Cywilni Niemcy, co tam mieszkają z rodziną zaczynają uciekać z fabryki, ci żołnierze niemieccy wszystko ucieka. I oni powiedzieli: „kto chce, żeby uciekać bo Rosjanie was zabiją, bo pracowaliście w zbrojowni, w fabryce”. Ważne było uciec z baraku na tę dzielnicę, co tam Polacy mieszkali wolni – nie w fabryce, za fabryką tam mieszkali. No to ja tam poszedłem do tej bramy. Tam ten Niemiec stał. To miałem szczęście. Jakiś Niemiec szukał dwóch pracowników, żeby nosić mu walizki do uciekania. To ja się zgłosiłem, wziąłem walizki tam do tej bramy, gdzie były te mury okalające. Do domu.. Oni tam mieszkali, a z fabryki, jak wziąłem mu te walizki do uciekania to już zostałem [po stronie polskiej]. Już nie chciałem wejść z powrotem do obozu, tam do tych baraków. To znaczy, jak wojna się już zaczęła [kończyć], jak Rosjanie przeszli już granicę polską i byli już koło granicy niemieckiej, to piętnastego stycznia, z czternastego na piętnastego, wojsko rosyjskie zwolniło ten obóz pracy w Częstochowie. To ja już dzień wcześniej byłem już schowany u Sikora. Jak tam wszedłem do piwnicy to spotkałem jedną dziewczynkę z Łodzi, co pracowała z jego córką też tam w fabryce. No i tam czekaliśmy. To nazajutrz on wyszedł i powiedział: „Rosjanie wkroczyli. No to już było wszystko… Byliśmy już wolni”.






